czwartek, 16 stycznia 2014

Kto jest przestępcą w Twojej firmie?

To prowokacyjne z pozoru pytanie miało zwrócić Waszą uwagę na fakt, że prawdopodobnie w każdej organizacji są osoby bardziej niż inne skłonne do dokonania przestępstwa. (por. http://manager.nf.pl/oszust-korporacyjny-w-polsce-czyli-kto,,44853,10). Są wręcz sytuacje, że przestępcy od środka infiltrują daną firmę, by poznać jej zasady działania, słabe punkty, a następnie wykorzystać tę wiedzę w dalszej przestępczej działalności. Dziś chciałbym właśnie skupić się na przestępstwach wewnętrznych, które nazywamy z angielskiego fraudami, popełnianych przez osoby wewnątrz organizacji; przez jej pracowników lub współpracowników, np. agentów. I to skupić się na ich motywacjach i pewnych cechach wspólnych, jakie zaobserwowano u sprawców.



„Przemija postać świata” pisała Hanna Malewska i wraz z tym przemijaniem, zmienia się także oblicze przestępczości, tak w wymiarze globalnym, jak i lokalnym. Ludzie, rzecz jasna, zawsze będą zapewne zwyczajnie kraść i mordować, niemniej od dawna obserwowana jest kategoria przestępstw białych kołnierzyków, czyli, czasami misternych, grabieży dokonywanych nie za pomocą rozwiązań siłowych, ale mniej lub bardziej intelektualnych. Praktyka dostarcza nam tu bardzo wielu przykładów, ostatni opisano chociażby wczoraj: http://kielce.gazeta.pl/kielce/1,47262,15268193,Dyrektorka_banku_i_zaginione_miliony_z_lokat__Jej.html#LokKrajTxt.
 Nie święci jednak garnki lepią; nie zawsze trzeba mieć wybitne IQ, by wyprowadzić z przedsiębiorstwa spore sumy. Spotkałem się z tezą, choć nie wiem, czy popartą wynikami badań, że uczciwość zdaje się podlegać prawom rozkładu normalnego w osi pomiędzy poziomem inteligencji, a procentem populacji. Moje doświadczenia i zasłyszane historie zdają się potwierdzać tę tezę. W ogóle, idąc za rozkładem społeczeństwa, można powiedzieć, z rozsądnym dystansem podchodząc do różnych opracowań na temat statystycznego przestępcy w organizacji, że przeciętnie fraudy popełniają po prostu przeciętni pracownicy. Typowe profilowanie z jakim się spotkałem w różnych opracowaniach mówi o sprawcy fraudu, że to: mężczyzna w wieku 36- 42 lat, dobrze wykształcony, na średnim lub wyższym szczeblu kierowniczym, pracujący już jakiś czas w tej organizacji (zna ją dobrze od środka), który zazwyczaj nie ma wcześniejszej przeszłości kryminalnej.Takie ujęcie znajduje odzwierciedlenie w praktyce tak samo często, jak nie znajduje- po prostu są inne cechy, które można lepiej skategoryzować tak, by uzyskać nieco bardziej przydatny opis.


Wśród osób zajmujących się zapobieganiem i wykrywaniem nadużyć w organizacjach popularne jest określenie tzw. trójkąta nadużyć. Można skrótowo przyjąć, że fraud jest wypadkową trzech podstawowych czynników: okazji, presji i dodatkowego wewnętrznego czynnika, jakim jest racjonalizacja dla czynu przestępnego. Sądzę, że to już pewna podstawa, która daje więcej do myślenia o naturze fraudu i sposobie myślenia jego sprawcy. Wyodrębniono pewne zestawy cech/ sytuacji, które nie zawsze muszą świadczyć o występowaniu omawianej skłonności, ale powinny zwrócić uwagę osób zajmujących się przeciwdziałaniem przestępstwom lub po prostu przełożonym. Przytoczony w wyżej zacytowanym artykule raport KPMG „Profil korporacyjny oszusta” wskazuje bowiem dwa mocne źródła uchwycenia fraudu w powiedzmy rozsądnym momencie: czujność przełożonych i sygnał od tzw. whistleblowera, czyli najczęściej innego pracownika, który, gdy istnieją systemowe rozwiązania w danej organizacji, sygnalizuje nieetyczne zachowania pracowników/przełożonych do specjalnie powołanej w tym celu osoby lub komórki w danym przedsiębiorstwie. O tym narzędziu i zjawisku jeszcze będę osobno pisał, bo zasługuje na szczególne podkreślenie w budowaniu systemu compliance w organizacji.


Te flagi ostrzegawcze, które w pewnych sytuacjach powinny wzbudzić naszą czujność to: „życie ponad stan”, problemy finansowe pracownika, niechęć do dzielenia się obowiązkami i informacjami, nieuzasadniona potrzebą biznesowa praca w nadgodzinach, problemy osobiste, nadmierna drażliwość i podejrzliwość pracownika, ponadprzeciętna ciekawość dotycząca kulisów pracy kontrolerów, co podkreślę: uzależnienia i unikanie awansu, czy urlopu.
Zauważmy jakiego wyczucia i delikatności wymaga wyciąganie wniosków na podstawie ww. czynników. Nie wolno tego robić pochopnie i traktować ich jako jednoznacznie fraudogennych. Być może powinny one raczej wzmóc zdrową czujność i zdrowy rozsądek, ale są już na pewno bardziej konkretne niż statystyczny portret everymana, jaki szkicują nam statystyki.
Szczególnie zwracam uwagę na wartość dla organizacji, jaką daje zapewnienie pracownikom przynajmniej jednego, 14 dniowego, urlopu połączonego z zakazem wykonywania czynności służbowych, w tym korzystania z systemów firmy, czy obsługi klientów. Poza wymiarem czysto zdrowotnym, który też jest niezwykle istotny dla chociażby produktywności pracowniczej, ta troska ma wymiar ostrożnościowy. Nie zliczę historii, w których okazywało się, że unikający urlopów „superpracownik” od jakiegoś czasu odmawiał urlopu, gdyż obawiał się ujawnienia swojej przestępczej działalności na boku. Skala potrafi być porażająca.
Uzależnienia, w tym od hazardu, powinny być także szczególnym punktem uwagi przełożonych. Z tego co wiem niektóre organizacje monitorują wręcz , czy ich pracownicy w godzinach pracy nie wchodzą na strony dla hazardzistów. Na pewno daje to pewną wiedzę co do pewnych skłonności takiej osoby, która nawet w miejscu pracy nie potrafi powstrzymać się od służenia swojemu nałogowi.



Przypominają mi się słowa wybitnego prawnika i jednocześnie mojego mentora z czasów studiów prawniczych w Łodzi, prof. dr. hab. zw.  Bogusława Sygita o kryminalistyce.  Zawsze jesteśmy w tyle za przestępcami, którzy nieustannie udoskonalają swój warsztat  i poszerzają horyzonty przestępcze. Ktoś, kto wyjaśnia jak doszło do przestępstwa, musi niczym historyk cofać się w czasie, by odsłaniając kolejne etapy zbrodni albo występku odnaleźć modus operandi (furandi) sprawcy. Ale także powinien mieć umiejętność wczucia się w jego psychikę i sposób myślenia. Pamiętać jednak należy, że analizowanie już popełnionego fraudu jest zawsze pracą nad rozlanym mlekiem, gdzie czasami możliwości, czy opcji nie mamy po prostu zbyt wiele. Oczywiście jest bezcenna nauka na przyszłość, ale może warto ją zdobyć nieco bardziej teoretycznie i w mniej kosztowny (finansowo, wizerunkowo) sposób?


Jeżeli podoba Wam się ten post i chcielibyście pomóc mi w dotarciu z nim do Waszych znajomych, proszę polećcie go dalej (np. przez Twittera, Facebooka czy LinkedIn). Dziękuję! Konrad Sędkiewicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz