poniedziałek, 16 grudnia 2013

Compliance, czyli nowe szaty cesarza?

    W biznesie obserwujemy pewne zjawiska, które niczym moda przynoszą nowe rozwiązania, sposoby zarządzania, czy pojęcia definiujące pewien okres gospodarczy. Mieliśmy, by nie sięgać pamięcią zbyt głęboko falę anglojęzycznych terminów, które zastąpiły istniejące w języku polskim pojęcia. Wymienię dla przykładu raptem kilka- manager, marketing, public relations, human resources, outsourcing. Dziś na trwałe zakorzeniły się one w języku polskim, ale do jeszcze całkiem niedawna raziły nieco swoją angielszczyzną co bardziej tradycyjnych ludzi biznesu, czy raczej, w tym kontekście i wybranej stylistyce, przedsiębiorców.

Dziś trudno wyobrazić sobie średnie, czy duże przedsiębiorstwa, szczególnie spółki bez tych działów i specjalistów, tak trwale zakorzeniły się one tak w biznesie, jak w języku potocznym. Wręcz  żyć zaczęły one swoim własnym, skrótowym życiem. HR, PR (szczególnie ten w czarnej postaci) trafiły pod strzechy równie gładko, jak maile, czy  smsy. Już pewnie nikogo nie dziwią i nie rażą; po prostu są częścią nowego obrazu polskich przedsiębiorstw.

    Pominę tu poza poniższym fragmentem istotny, ale mimo wszystko publicystyczny wątek przyśpieszonego kursu gospodarki rynkowej, jaki Polska przeszła przez ostatnie dekady. Pomimo wielu mankamentów, czy czasami wciąż jeszcze patologii otoczenia prawno ekonomicznego biznesu wykreowały się już w nim pewne zwyczaje, instytucje i inne zjawiska tworzące kulturę biznesu w Polsce. Wręcz wydaje mi się, że okrzepły już one i dojrzały do głębszej refleksji, także teoretycznej nad sobą, nad towarzyszącymi jej zjawiskami i potrzebami hamującymi dalszy wzrost.
To w ogóle fascynujące, jak patrząc z pewnej perspektywy tych lat pewne firmy wzrastały, przekształcały się prawnie aż do debiutu giełdowego i dalej rosną, coraz lepiej radząc sobie nie tylko na polskim, ale też międzynarodowym rynku; w coraz bardziej konkurencyjnym środowisku.  W którymś momencie, te, którym udało się przetrwać pierwsze poważne próby,  reorganizacje, kryzysy itp., szczególnie działające w regulowanym prawnie otoczeniu prawnym, zaczęły obserwować swoją konkurencję i wyciągać usystematyzowane wnioski z popełnianych wcześniej błędów. Doszedł do tego bonus w postaci wymiany doświadczeń wspomaganej wymianą kadr. Ludzie posiadający doświadczenia z zagranicznych firm powoli spowodowali ewolucję naszych rodzimych biznesów, chłonnych nowinek po latach socjalistycznej martwicy.

    Wykreowana przed doświadczenia najczęściej zagranicznych podmiotów specjalizacja funkcji w przedsiębiorstwach nie jest bowiem kolejną teoria zarządzania, wyłącznie abstrakcyjnym i intelektualnym tworem teoretyków z jakże licznych dziś uczelni. Wszystkie zmiany przechodzą obecnie jedyny i najlepszy możliwy test – sprawdzają się (albo nie) w walce o przewagę konkurencyjną firm w bezlitosnym środowisku: na rynku. Liczba narzędzi pomiaru efektywności jest dziś niesamowita. Niemal wszystko jest dziś mierzalne i porównywalne- nie będę o tym pisać, bo nawet brak mi wiedzy, jak dalece jest to dziś zorganizowane. Profesjonalne podmioty stają się siłą rzeczy coraz bardziej profesjonalne, coraz mniej pozostawiają miejsca przypadkowi, bo przypadek pozwala dziś tym firmom na mniej, niż jeszcze 20 lat temu. W tym miejscu, w którym znalazły się polskie przedsiębiorstwa od kilku lat rozwija się nowe zjawisko, które mnie zawodowo zainteresowało i które będzie w moim odczuciu stanowiło o tonie, w jakim będziemy mówić o biznesie w następnych latach- tym zjawiskiem jest compliance.


Jeżeli podoba Wam się ten post i chcielibyście pomóc mi w dotarciu z nim do Waszych znajomych, proszę polećcie go dalej (np. przez Twittera, Facebooka czy LinkedIn). Dziękuję! Konrad Sędkiewicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz