wtorek, 8 kwietnia 2014

Do czego prowadzą pseudooszczędności.

W latach siedemdziesiątych XX w. Ford wypuścił na rynek Forda Pinto, który był popularnym, kompaktowym dwudrzwiowym autem  w relatywnie przystępnej cenie. Szybko okazało się, że samochód posiada wadę konstrukcyjną, polegającą na tym, że bak samochodu był niedostatecznie chroniony przez tylni zderzak, co powodowało, że najechanie na tył samochodu Ford Pinto mogło, i jak sie okazało, kończyło się często wybuchem paliwa i pożarem. Wewnętrzna analiza kosztów przeprowadzona przez specjalistów Forda wykazała, że poprawa konstrukcji zbiornika kosztowałaby ok. 11 dolarów na samochód, a przeprowadzenie akcji naprawy wszystkich sprzedanych pojazdów łącznie pochłonęłoby 137 milionów dolarów.


Kiedy porównano te koszty z szacowanymi kosztami procesów lub odszkodowań w wyniku zawartych ugód, ocenianymi na 49,5 miliona dolarów, w poufnym raporcie wewnętrznym wyciągnięto wniosek, że akcja naprawcza będzie „nieopłacalna”. W owym niesławnym raporcie na każdy śmiertelny wypadek spowodowany wadą konstrukcyjną zbiornika paliwa – z którymi się liczono - przewidziano odszkodowanie w wysokości 200 tys. dolarów. Kiedy sprawa wyszła na jaw, opinia publiczna była wzburzona, a sąd z Kalifornii przyznał rekordowe jak na tamte czasy odszkodowanie rodzinom ofiar wypadków w wysokości 128 milionów dolarów. Do Pinto przytknęła łatka "śmiertelnej pułapki", "ognistej broni" czy "samochodu dla samobójców". Boleśnie odczuły to wyniki sprzedaży i reputacja producenta, który jeszcze przez długie lata nie był w stanie uwolnić się od negatywnego wizerunku. Jak się wydawało, żadna firma motoryzacyjna nie zechce powtórzyć takiego błędu.


Tymczasem dziewięć lat temu menedżerowie General Motors uznali, że nie opłaca im się płacić dodatkowych... 57 centów za bezpieczniejszą stacyjkę zapłonu. Jak czytamy w Wyborczej: „W lutym b.r. GM wezwał do warsztatów w celu naprawy 1,6 mln samochodów Saturn Ion z roczników 2003-07, Chevrolet Cobalt i Pontiac G5 z roczników 2005-07 oraz Chevrolet HHR, Pontiac Solstice i Saturn Sky z roczników 2006-07. Kilka dni później koncern wezwał do warsztatów kolejną partię tych popularnych modeli aut, w sumie obejmując akcją napraw 2,6 mln pojazdów. W samochodach tych zamontowano wadliwą stacyjkę zapłonu, która może się przedwcześnie zużyć (np. po założeniu ciężkiego breloczka na kluczyk). To może spowodować samoczynne wyłączenie w czasie jazdy silnika, a także wspomagania układu kierowniczego, hamulców oraz przednich poduszek powietrznych. A to zagraża bezpieczeństwu podróżujących samochodem. Sam GM ujawnił, że z powodu wady doszło do 31 wypadków, w których zginęło 13 osób. Na dodatek pojawiły się doniesienia, że menedżerowie GM już od połowy zeszłej dekady analizowali doniesienia o nagłych przypadkach zatrzymywania się samochodów czy utraty mocy w ich silnikach i już wtedy wiedzieli o wadliwej stacyjce zapłonu”, czytamy dalej w Gazecie.


Na zaprzyjaźnionym blogu ryzykonomia dr. Jerzego Podlewskiego, wybitnego specjalisty z zakresu zarządzania ryzykiem, ukazał się niedawno bardzo ciekawy wpis o obnażaniu zarządzania zgodnością w bankach. Jak czytamy: „(...)niedawne analizy badaczy z London School of Economics wyliczają, że od 2008 roku, czyli mniej  więcej od początku ostatniego kryzysu, 10 największych światowych banków zapłaciło kary związane z niezgodnymi z zasadami, nieetycznymi działaniami w wysokości 143 miliardów funtów; jak obrazowo skalkulowano jest to równowartość 5 letnich wypłat z dywidend dla akcjonariuszy.  Uzupełnieniem tych danych są szacunki, że wspomniane banki wciąż stoją przed perspektywą „karnych” wypłat ca. 40 miliardów funtów, związanych choćby z manipulacjami stopami LIBOR czy niezgodnym z prawem wpływaniem na światowe rynki foreign exchange. Śledztwa i procesy w wielu sprawach wciąż trwają, a można się tylko domyślać, że niejeden trup jeszcze z szafy wyskoczy.(...). Tak więc, pomimo olbrzymiej dyskusji na temat etyki biznesu, choćby dotyczącej konieczności zmiany systemów wynagradzania zarządów, dla których krótkoterminowe zyski pozostają dobrem najwyższym, koszty naciągania akcjonariuszy i klientów, najwyraźniej są sprowadzane do kolejnej pozycji w bilansie.”


Trudno nie pochylić się nad tymi ostrymi słowami. Kiedy spojrzeć szerzej na problem ścierania się potrzeby realizacji planów sprzedażowo budżetowych w krótkim okresie, z szerszą perspektywą, w której przedsiębiorstwo; nieważne, czy bank, czy ubezpieczyciel lub chociażby firma motoryzacyjna ważą różne interesy i dostrzegają potrzebę stabilnego rozwoju widać, że te wybory powinny być poddane nadzorowi. I to nie tylko nadzorowi zewnętrznemu danej branży, czy organizacji, ale samych jej właścicieli, którzy w ręce menedżerów oddają przecież swój kapitał i wypracowywane nieraz przez lata dobre imię. Czasem też bezpieczeństwo ludzi, czy los finansowy całych społeczności. Czy rzeczywiście obnaża się tu zarządzanie zgodnością, jako ważenie skutków nałożonych kar? A może wyłania się konieczność stworzenia mocnych podstaw etycznych w organizacjach, na tyle mocnych, by nie uległy one mirażom i presji jednorazowego skoku na kasę. Dopóki to nie nastąpi, życie ludzie może być wciąż mniej warte, niż kilka dolarów, czy nawet centów. 

Warto zajrzeć także do:

1) Jak nie zostać drugim Volkswagenem?


Jeżeli zaciekawił Cię ten wpis, proszę polub bloga za pomocą którejś z opcji na stronie i poleć go swoim znajomym.  Dziękuję! Konrad Sędkiewicz

3 komentarze:

  1. Skąd ma Pan te informacje o Fordzie? brak źródła...

    OdpowiedzUsuń
  2. kup se Pan jakiego Forda Fusiona, to więcej Pan takich rzeczy o Fordzie nie napiszesz!

    OdpowiedzUsuń
  3. Racja, nie podałem źródeł, ale to już po prostu stara sprawa- można więcej o tej sprawie poczytać chociażby tu: http://www.motherjones.com/politics/1977/09/pinto-madness. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń