niedziela, 22 grudnia 2013

Wątpliwe etycznie reklamy OTC, święta w sieci i... wigilie firmowe

Reklamy leków OTC (ang. over-the-counter drugs, leki bez recepty, najczęściej bez lekarskiej konsultacji). Może rozpoznacie wybrane dzieła, które atakują nasze radiotelewizornie? Sąsiad zadba o wątrobę nie przez dietę, czy unikanie nadmiernego spożycia alkoholu, ale dzięki tabletkom, oczywiście bez recepty. Palisz papierosy i nęka Cię kaszel? Nie musisz rzucać palenia, czy prześwietlić płuc by zobaczyć, co z nich jeszcze zostało; po prostu weź środek X, który ukoi kaszel, oczywiście bez recepty, aczkolwiek polecane w reklamie przez (sic!) lekarza. Ból głowy? Tabletka, czasami polecona przez sąsiadkę, czasami z (nomen omen) krzyżykiem, czasami przez kogoś w białym fartuchu...
To tylko kilka przykładów reklam, które budzą moje najwyższe zadziwienie.
Reklam, które więcej niż reklamują produkt; one sugerują, że będące ich bohaterami środki z grupy OTC  zastąpią lub niebezpiecznie dla pacjenta opóźnią prawdziwą konsultację. Czy to możliwe, by specjaliści compliance w tych firmach przepuścili te reklamy? Czy tak chcą budować markę firmy, często będącej polską filią dużej zagranicznej spółki? A może są tak nieprawidłowo umocowani, że to utrudnia im niezależny osąd czy  wpływ na realne działanie firmy? No chyba, że ich tam jeszcze po prostu nie ma. I  to prawdopodobne, bo podobnych reklam jest multum.
Oczywiście można powiedzieć, że wymóg prawny jest spełniony: w reklamie pada wypowiedziane, wyśpiewane, wyszeptane (w zależności od finezji) sformułowanie: ,,(...)skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą (...)". To piękny przykład obrazujący potrzebę posiadania działającego programu compliance w organizacji. Można działać nieetycznie w majestacie prawa, posiadać legalny produkt, opatrzyć go prawidłowymi oznaczeniami, nawet w reklamie zamieścić odpowiednią formułkę. Ale to za mało. Zostaje po czymś takim niesmak, którego nie uleczymy szybko działająca tabletką czy syropkiem. Będę po wielokroć powtarzał, że w czasach hiperkonkurencji marka jest wszystkim. Tak trudno ją zbudować i tak łatwo nadwątlić, czy nawet zniszczyć.
Z drugiej strony pamiętać trzeba, że compliance w firmie nie jest samo w sobie panaceum na wszystkie bolączki danej organizacji. Za etyczne działanie przedsiębiorstwa odpowiadają w pierwszej kolejności zarząd i rada nadzorcza, czy właściciel. Przykład idzie z góry. Nie pomoże samo napisanie kodeksu etycznego, nawet najpiękniej napisanego, gdy nie ma woli przestrzegania zapisanych tam zasad. Gdy brakuje czytelnej i zgodnej z zapisanymi zasadami komunikacji do pracowników. I wreszcie, gdy brakuje wyciągania konsekwencji, gdy standardy są łamane.


To duża sztuka oprzeć się pokusie tymczasowości, MBO organizacji i stu innych bieżących sprzedażowych celów. Tak często  horyzont strategiczny niektórych członków zarządów sięga tak daleko, jak roczne cele sprzedażowe, za które są rozliczani. CCO (chief compliance officer) stoi często w niezręcznej roli, szczególnie, gdy przekaz w organizacji jest w stylu: nie bierzemy jeńców, sprzedajemy choćby własną matkę itp. Taka osoba musi wykazać się szczególnie w takim czasie odpowiednią siłą charakteru, by nie ulec pokusie tymczasowości, chodzenia na skróty. Jak się to kończy? Po Świętach napiszę bliżej o znanym skądinąd Enronie.



Nadchodzą Święta i część z nas jeszcze pracuje na wysokich obrotach chcąc pozamykać ostatnie sprawy z 2013r., ale też wiele osób już chyba głównie czeka na kuriera, który dostarczy kupione w e-sklepach  (często) w ostatniej chwili prezenty dla najbliższych. Zamawiamy w sieci coraz częściej i zauważane jest coraz bardziej powszechne zjawisko, że do stacjonarnych sklepów idziemy obejrzeć towar, wypytać sprzedawcę o szczegóły itp., ale już kupujemy wybrany model w internecie.
Już widać, jak np. salony Empik zmieniają asortyment i coraz częściej miejsce książek zajmują rożnego rodzaju akcesoria, zresztą niekiedy mocno egzotyczne. Książki zamówić możemy owszem... w internecie. Czytałem, że gdzieś w USA jakiś sklep wprowadził opłatę za oglądanie towaru bez zakupu, to pokłosie tego zjawiska. Ciekawe, kiedy u nas zawita, a może czeka nas coś innego? Czy centra handlowe stracą sens i boom galeriowy jaki dziś obserwujemy wypełni miejską przestrzeń pozostałościami epoki tradycyjnego handlu?
Jeśli nawet, to nie tak szybko i jeszcze zdążymy nie raz do bólu głowy nasłuchać się setek kolęd i Last Christmas, nadawanych co rok od 02 listopada aż do Wigilii... Na pewno jednak e-handel rośnie i trzeba będzie, kogo tam jeszcze nie ma, a chce dalej po prostu istnieć, pojawić się w sieci ze swoją ofertą. Signum temporis. Tu też (a może szczególnie) przyda się wiedza z zakresu compliance. Wymogi prawne e-sklepu i strony internetowej, zasady obsługi reklamacji, ochrona danych osobowych klientów...   To tematy na poświąteczne rozważania ;-)



W klimacie świątecznym są niewątpliwie różnego rodzaju wigilie firmowe. Dla przedsiębiorcy to pewien koszt, bo też z okazji świąt pracownicy w grudniu otrzymują jakąś premię; czy to w postaci rzeczowej, czy pieniężnej. W dodatku z powodu zamknięcia ksiąg na koniec roku także wynagrodzenia zwykle wypłacane są wcześniej i w ogóle ten miesiąc obfituje w wolne dni. Z perspektywy przedsiębiorcy to nie jest na pewno łatwy czas. Czy warto organizować pracownikom wigilię?
Uważam, że to zależy. Taka impreza ma sens przede wszystkim w przypadku małych firm, gdzie struktura jest płaska i czytelna: pracownicy i szef. Tu takie wspólne spotkanie może wzmocnić więź między zespołem i przywiązanie do firmy, szczególnie, jeżeli naprawdę jesteśmy zżyci z zespołem  i nie zachowujemy się na codzień jak Miranda Priestly z Diabeł ubiera się u Prady :)
W dużych firmach, czy korporacjach taka impreza moim zdaniem jest zbędna. Zbyt luźne więzi dzielą zarząd z pracownikami i często spędzanie ludzi na taką oficjalną imprezę może pogłębić pewne frustracje u ludzi, których nie zawsze potrafimy dostrzec i sprawiedliwie ocenić, czy wynagrodzić. Lepiej te 50-100 zł dołożyć im do wynagrodzenia, by sprawili sobie czy bliskim jakąś przyjemność. Albo przeznaczyć zaoszczędzone środki na cel charytatywny, być może wspólnie wybrany czy wskazany przez pracowników. Wtedy też będą mogli się poczuć Świętymi Mikołajami. 


Kończąc na dziś chciałbym Wam podziękować, że do mnie zaglądacie, jest to dla mnie równie zaskakujące, co motywujące. Mam nadzieję, że na stałe u mnie zagościcie (przypomnę, że zapraszam do komentowania).
Z okazji nadchodzących Świat życzę Wam, by w tym zabieganiu, ciągłej gonitwie nadchodzące dni okazały się dla Was naprawdę przyjemne; żeby były pełne wytchnienia i spokoju pośród bliskich Wam osób.


Jeżeli podoba Wam się ten post i chcielibyście pomóc mi w dotarciu z nim do Waszych znajomych, proszę polećcie go dalej (np. przez Twittera, Facebooka czy LinkedIn). Dziękuję! Konrad Sędkiewicz


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz