wtorek, 2 września 2014

Formuła1 a system compliance

Nie wiem czy śledzicie wyścigi Formuły 1. Ja, odkąd zabrakło w nich Roberta Kubicy, nie oglądam ich już tak regularnie, ale mam pewne skojarzenie z pracą compliance officera związane z tym sportem. Zauważmy, jaka machina organizacyjna stoi za każdym z zawodników. Wydawałoby się, że o wszystkim przesądzają refleks, czy brawura kierowców- ale nic bardziej mylnego. To pewne elementy znacznie bardziej skomplikowanej układanki, gdzie sukces lub porażka są wypadkową niezwykle złożonej ilości elementów. Oczywiście niezwykle istotnym z nich są pieniądze. Równolegle do wyścigów samych kierowców, swoją rywalizację toczą konstruktorzy, pozyskujący i przetwarzający ogromne ilości danych. Gdzie w tym miejsce dla mojego skojarzenia?


Zobaczmy taki pit stop, czyli zatrzymanie się pojazdu uczestniczącego w wyścigu na stanowisku obsługi technicznej. Postoje takie w wyścigach Formuły 1 wykorzystywane są na wymianę opon, ale także, gdy to niezbędne, na usunięcie drobnych usterek (np. wymianę uszkodzonego spojlera lub innego fragmentu nadwozia itp.); czasami  również (w zależności od przepisów obowiązujących w danym roku, na dotankowanie paliwa. Czy gdyby ta przerwa techniczna i towarzyszące im czynności nie były tak dopracowane i zsynchronizowane, bolid mógłby dalej uczestniczyć w rywalizacji na torze? Pewnie tak, pytanie tylko, o co by walczył- czy o miejsce na podium, czy może o dojechanie do końca wyścigu, gdzieś w ogonie. 


Ktoś poukładał tę machinę, zaplanował kolejność prac, opracował scenariusz na różne wypadki. Ktoś monitoruje stan podzespołów, kondycję ogumienia. Jeszcze ktoś wcześniej opracował dokładnie przepisy obowiązujące w danym roku, które mówią np. kiedy można zmienić silnik. Ile razy podczas wyścigu wymienić opony i na jakie. Czy bolid ma być zatankowany w pełni, czy częściowo. I wiele innych niuansów. Jeżeli wykonujecie pracę compliance officera, wiecie o czym mówię. 


Zobaczmy jak zmienia się otoczenie regulacyjne firm. Nowe przepisy, wymogi, zasady fakturowania... Każda organizacja ma swoją kulturę organizacyjną, dynamikę wzrostu, w jakiś sposób odmienną strukturę, czy zasady zarządzania. Inne ważniejsze i mniejsze sprawy. W każdej pracują ludzie, którzy są powtarzalni jedynie w statystycznym ujęciu. Po osiągnieciu pewnego progu rozwoju, tak różnego i zależnego od  przedsiębiorstwa, coraz częściej, jeżeli nie z wymogu właścicielskiego, czy prawnego regulatora danego rynku, pojawia się potrzeba uporządkowania organizacji. Zbadania i antycypowania ryzyk, z jakimi się mierzy na danym etapie. Uspójnienia regulacji. Zarządzenia kryzysem, jaki już wystąpił, albo jest bliski. Czasami oszustwem kontrahentów, czasami wewnętrznym. Ale też być może zarządzenia wiekiem personelu, czy wizerunkiem organizacji, która chce wykazać, że działa nie tylko efektywnie i ekonomicznie, ale też etycznie. 


Compliance działa trochę jak taki pit stop. Trochę o tyle, że świat, biznes i ludzie nie zatrzymują się i gnają swoim tempem. Jego zadaniem jest uporządkować ten ruch i wyeliminować na tyle, na ile to możliwe niepotrzebne ryzyka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz