środa, 24 lutego 2016

Kilka uwag o wyzwaniach dla compliance officera i compliance

Za nami Forum Compliance Officer zorganizowane przez Puls Biznesu. Cieszy szerokie spectrum gości, które wyraźnie wykracza poza, tradycyjnie już zainteresowane tematyką compliance, branże finansową oraz farmaceutyczną. Moje wystąpienie dotyczyło zarządzania informacjami pozyskiwanymi dzięki sygnalistom i jak się okazało, był to naprawdę potrzebny temat. Sporo z uczestników Forum, jak się wydaje, stoi w obliczu rozpoczynania prac nad systemami compliance w ich organizacjach i przekazywane przeze mnie i innych prelegentów mocno praktyczne doświadczenia powinny być użyteczne. Także w kuluarach nie zabrakło okazji, by powymieniać się uwagami, czy zaktualizować wiedzę.

Mam kilka refleksji na gorąco dotyczących tak compliance, jak i tego zawodu, którymi chciałbym się z Wami podzielić. Przede wszystkim kolejny raz wyraźnie daje się zauważyć fakt, że niezwykle istotny jest reżim compliance, jaki stoi u źródeł jego wprowadzania. Nie da się z powodzeniem stosować skopiowanych w stosunku 1:1 rozwiązań z branży finansowej tak, jak niemożliwe jest takie symetryczne implementowanie rozwiązań podmiotów nieregulowanych na rynku finansowym. Co więcej, co podkreślał w ciekawym wystąpieniu Pan Jacek Zdziarstek z Raiffeisen Polbank, już przećwiczone, utarte rozwiązania compliance w branży finansowej także wymagają nowego odświeżenia i poukładania na nowo w obliczu okoliczności i wyzwań w tej branży.

 Postępująca tu ilość regulacji krajowych i zagranicznych, wymogów dostosowawczych dla banków, zakładów ubezpieczeń, biur maklerskich, funduszy inwestycyjnych itp. jest tak zatrważająca, że szczupłe zazwyczaj działy compliance (pomimo wyraźnego zakorzenienia ich znaczenia w przepisach prawa bankowego, czy prawa ubezpieczeniowego) zmuszone są do prowadzenia na szeroką skalę działań dostosowawczych  i już niewiele czasu zostaje im na inną działalność. Do pewnego stopnia dobrym pomysłem jest korzystanie z „wewnętrznego outsourcingu compliance”, czyli pracowników zatrudnionych w różnych obszarach przeszkolonych przez Compliance tak, by mogli stanowić ambasadorów compliance w swoich obszarach. Przestrzegam jednak przed poleganiem na niezależnej opinii tych osób tak długo, jak długo los tych osób i wynagrodzenie zależne będą od ich bezpośrednich przełożonych. Już raczej wydaje mi się, że instytucje finansowe powinny zacieśniać dalej współpracę, być może w ramach np.  PIU czy ZBP, by wspólnie ustalać standardy dostosowawcze do takich wymogów, jakie nakłada choćby MIFID II. Ale to zmartwienie dla compliance officerów z tej branży, z którą wszakże się silnie identyfikuje, bo tam zdobywałem pierwsze doświadczenia z zakresu compliance.

Polskie firmy wdrażające compliance u siebie, nie będące podmiotami regulowanymi mogą (muszą) albo kopiować standardy swojej grupy, jeśli w takowej istnieją, albo tworzyć własne rozwiązania w oparciu o doświadczenia z innych branż i podmiotów. Tak ważne jest to, by nie ulec pokusie łatwego, szybkiego wdrażania kilku procedur, bez analizy potrzeb i możliwości. Zaleca się, by naprawdę dobrze poznać organizację, nim zdecydujemy się na wprowadzanie systemu compliance. By opanować nie tylko luki regulacyjne, ale też przede wszystkim zważyć ryzyka, ustalić zasady komunikacji i nade wszytko ustalić hierarchię compliance w ramach swojej organizacji. Wiem, ze to niełatwe, ale tylko poprzez taką drogę można osiągnąć zamierzone plany.

W tych wszystkich strategicznych działaniach i planowaniu nie można zapomnieć ani na chwilę o tym, kto będzie odbiorcą tych wszystkich najświetniej nawet napisanych regulacji.  Łatwo być może ulec pokusie „pełnienia funkcji” w oderwaniu od rzeczywistych problemów organizacji. To się zemści. Compliance officer nie może stawiać siebie w roli zbawcy organizacji, ani udawać, że objawia przykazania, które rzucą na kolana ciemny dotąd lud korporacji. Szczególnie przy mówieniu o etyce należy zachować umiar, by nie doczekać się zgoła nielicujących do własnej ambicji komentarzy. Etyka ma mieć wymiar faktyczny, realny, a nie idealistyczny, czy heroiczny. Unikajmy patosu.

Skoro jestem przy języku, to na koniec ostatnia refleksja z ostatniego spotkania compliance officerów. Compliance powstało m.in. z potrzeby tłumaczenia skomplikowanych norm prawnych na język organizacji. Tymczasem dorobiło się już swoistego metajęzyka, który już nie jest prawniczy, ale też niestety nie jest też zrozumiały dla pracowników, zarządów, dostawców. Mówmy tak, żeby nas zrozumiano.  


I już zupełnie na koniec taka oto myśl. Daje się zauważyć niesamowitą specjalizację w ramach compliance. Już nie tylko prawnik, etyk, śledczy, szkoleniowiec, audytor, doradca, ale i specjalista z często wąskich dziedzin biznesowych. Moim zdaniem niezbędne powoli się staje określenie standaryzacji dla naszego zawodu tak, by nie było, jak dziś, wolnej amerykanki. Liczyć tu na ustawodawcę chyba trudno, dlatego pewnie rynek będzie wymagał samoregulacji. Myślę, że ostatnie wydarzenia (zmiana prawa bankowego, ubezpieczeniowego, Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW 2016) są dobrym asumptem do dyskusji o zawodzie compliance officera, rozsądnej certyfikacji, wymaganiach i kwalifikacjach. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz